Wracając z kina: Zimna wojna

Zamieszczone 14 czerwca 2018 - autor: pak4
Kategorie: Bez kategorii

„Ida”  wywołała kontrowersje, jako że miała podejmować tematykę stosunków polsko-żydowskich. Jako że.

Metoda Pawlikowskiego przypomina mi metodę Kurosawy, a wcześniej Sienkiewicza — bierzemy jakąś opowieść i ubieramy ją w historię, jako w rodzaj kostiumu. I Kurosawa i Sienkiewicz przerabiali westerny; Pawlikowski raczej snuje opowieści typowe dla miejskiej klasy średniej XXI wieku.

„Ida” nie była o stosunkach polsko-żydowskich. Była o tęsknocie zabieganego mieszczucha, poświęcającego życie na ziemskie sprawy — pracę, dom, rodzinę — za kontemplacją i duchem. Główna bohaterka była Żydówką-nie-Żydówką nie po to, by pokazywać wyższość rasową Żydów (jak twierdzili nacjonalistyczni krytycy), ale by stanowić białą, niezapisaną kartę, kogoś kto bez uprzedzeń może zbadać i życie czynne, i kontemplacyjne, a w końcu wybrać to co lepsze. Reszta jest tylko w tym filmie kostiumem.

I podobnie jest z „Zimną wojną”, choć przesłanie jest w gruncie rzeczy błahsze. Mamy zdolną artystkę, jedną z tych, gdzie za wielkim talentem i charakterem nie idzie jakaś zdolność osobowości do twartego, realistycznego stąpania po świecie. Kogoś, kogo stać na wielkie poświęcenia, a potem na bardzo lekkie burzenie tego, co już osiągnięto.

Opowieść to popkulturowa — nawet w reklamach-zapowiedziach byliśmy kuszeni filmem o Whitney Houston, która też się wydaje taką artystką. (A z krajowego podwórka, oczywiście narzuca się Violetta Villas.) Tak się zdarza, a przynajmniej tak nas informują tabloidy; ale w filmie nie chodzi o analizę zjawiska, o odpowiedź na pytanie, co ważniejsze, czy jak żyć, zbadanie istoty geniusza. Chodzi tylko o samą opowieść, gdzie wybory i poświęcenia zostają podkreślone przez kostium realiów początków zimnej wojny.

Samuraje Kurosawy, czy sarmaci Sienkiewicza są w sposób oczywisty atrakcyjni dla nas, jako pewne tło dla „westernowej” akcji. Pawlikowski odkrył rzecz mniej oczywistą — umieszczenie współczesnej historyjki w kontekście rozliczeń z przeszłością (choćby samego potępienia komunizmu) uwzniaśla ją dla odbiorców, takich jak współczesna klasa średnia. Pytanie jednak, czy za tą mniejszą oczywistością nie idzie inna rzecz — Kurosawa mógł kręcić filmy o samurajach dziesięcioleciami, wciąż znajdując atrakcyjność w ich kostiumach. A kiedy skończy się atrakcyjność Palikowskiego?

Pytam, bo „Zimna wojna” to dobry film. Nie pozbawiony humoru, czy uroku. Ale czy można iść dalej w tym kierunku? Zwłaszcza, że melodramatyczna opowieść nie ma tego nawiązania do „świata ducha”, jakie miała „Ida”, które pozwalało skryć jej powierzchowność. Zwłaszcza, że przycięcie świata wyobrażeń ludzi z innej epoki pod pojęcia współczesnej klasy średniej jest uderzającym uproszczeniem — czy tam się coś jeszcze da wycisnąć?

Reklamy

O filmie: „Czas mroku”

Zamieszczone 18 marca 2018 - autor: pak4
Kategorie: Bez kategorii

Kilka lat temu Polityka wydała zbiór najważniejszych mów w historii. Oczywiście był tam Winston Churchill, noblista literacki. I chyba słusznie (wbrew krytykom), bo w kontekście nowożytnych mów politycznych, to był arcymistrz. (Nawet jeśli Nobla dostał za wspomnienia, a nie za same mowy.)

Teraz nam brytyjska MaBeNa zaoferowała ekranizację kilku z tych mów, z próbą zarysowania dla nich mrocznego tła.

Stary dowcip mówi, że pisać o muzyce, to jak tańczyć o architekturze, czy jakoś podobnie. Mowa polityczna jest innym gatunkiem sztuki, niż film i jednego na drugie przełożyć się nie da.

Bo jak tu oglądać film o Churchillu skoro już się wie, że jego polityka nie była kolejnym jego szaleństwem, ale przeciwnie, umocniła słuszny i prowadzący do zwycięstwa upór? Jak tu oglądać w wygodnym fotelu i wczuć się w ludzką niepewność?

Ale właśnie, MaBeNa. Podśmiechiwaliśmy się z ministra Glińskiego, ale coś w tym jest. Skoro Brytyjczycy mają? Bo zauważmy, jak wygląda świat filmu: dzielni brytyjscy żołnierze, dzielny Churchill, dzielna żona Churchilla, dzielne brytyjskie społeczeństwo i tchórzliwi politycy konserwatywni*, zagubieni Francuzi. Niemcy gdzieś hen, hen, to zrzucający bomby z Heinkla, to transmitujący Austriaka-Hitlera. (Należy tu jednak tej brytyjskiej MaBeNie przyznać, że choć fałszuje historię ku chwale narodu, to przynajmniej nie antagonizuje, nie szerzy żadnej nienawiści.)

Napisy mówią, że Brytyjczyków pod Dunkierką uratowała ochotnicza flota (a z filmu dowiadujemy się, że stała za nią determinacja Churchilla) — i to stanowi kwintesencję owej MaBeNy. Bo przecież tam bili się też Francuzi (a francuska marynarka miała spory udział w ewakuacji; polska zresztą też brała w niej udział), zaś zdecydowaną większość żołnierzy ewakuowano z portu, czyli za pomocą poważnej, „dużej” floty (wojennej i transportowców), a nie małych łodzi.

Tymczasem w filmie, to Churchill, zwykli Brytyjczycy i poświęcający się brytyjscy żołnierze (choć nie bardzo wierzący w to, czemu się poświęcają) „zrobili” Dunkierkę*.

To wszystko służy jednemu — pokazaniu pewnego osamotnienia Churchilla, który tylko w brytyjskim ludzie, ewentualnie żonie i jeszcze bardziej ewentualnie królu, znajduje oparcie do przeciwstawienia się Hitlerowi… Bo oni dobrzy i wspaniali, a reszta zasługująca na zapomnienie…

***

Dobrą rzeczą w filmie jest próba pokazania nie tylko pomnikowego Churchilla. Zresztą należą się brawa dla Gary’ego Oldmana i jego charakteryzacji (David Malinowski & co.); plusy można zanotować za pokazanie żony, Clementine. Z drugiej strony, film uderzał schematami już znanymi, choćby z „Królowej” (serialu), w której identycznie pokazano Churchilla — przez pryzmat cygar, alkoholu, dyktowania w łóżku czy kąpieli; a wszystko to widz w obu filmach ogląda okiem początkującej sekretarki**. To niby pięknie, że można zobaczyć innego Churchilla, próbować dopowiedzieć coś więcej o tej osobowości, zerknąć za fasadę twardego polityka z cygarem w ustach; ale może zamiast już rozpoznanych przez filmowców dziwactw uderzyć w coś innego? Bo Churchill na przykład lubił malować obrazy***, a takiej działalności do dziadkowatego i od rana podchmielonego Churchilla (z „Czasu mroku”****) nie potrafię sobie dokleić.

Zresztą szerzej: o ile film był dobrze zagrany i miał pewne plusy w tej „teatralnej” warstwie, to raził nie tylko uproszczeniem (dobry Churchill, zła reszta elit*****), ale też nawrotami schematów, powtarzanych aż do znudzenia.

***

Któryś z polskich filmowców twierdził, że aby zdobyć publiczność należy kręcić filmy dla niedorozwiniętych intelektualnie czternastolatków. Szczęśliwie, okazało się to w jego przypadku przepustką do filmowego zapomnienia; niemniej mam wrażenie, że coś takiego w filmowach jest. Może dorozwiniętych intelektualnie i może szesnastolatków, ale jednak wciąż nie dla osób dorosłych. Bo widz „Czasu mroku” nie powinien znać historii zbyt dobrze, nie powinien być zbyt dociekliwy. Może nawet więcej: nie powinien za dużo wiedzieć o Churchillu, bo właśnie potrawa serwowana przez filmowców jest w tym przypadku dobra, tylko pod warunkiem świeżości. Nawet jeśli ma tak zdrowe i odżywcze składniki, jak Gary Oldman i Kristin Scott Thomas.

——
*) Nawet nie wchodzę w „zagadkę Dunkierki”, czyli dyskusję o tym, dlaczego niemiecki nacisk zelżał, dając czas na ewakuację. Nie wchodzę też w to, co bodaj przyznawał prywatnie już sam Churchill, że Dunkierka militarnie była klęską, gdyż utracono cały sprzęt i Wielkiej Brytanii nadal nie miał kto bronić*****. Ale, jednak bardzo liczyli się ludzi i ich doświadczenie. I to pewien symbol.
**) Tu możliwy też przeskok do „Upadku”, gdzie mamy dość podobne spoglądanie na świat wodza oczami sekretarki, zresztą fizycznie podobnej…
***) Swoją drogą, szkoda że nikt nie poszedł tym tropem: Hitler, dobry rysownik, ale właśnie grafik, operujący czarną kreską; i Churchill, zafascynowany w obrazach barwami.
****) Dosłownie „Najczarniejsza godzina”, co chyba jest lepszym tłumaczeniem.
*****) Sam Churchill pisząc wspomnienia, bardzo ciepło się wyraża o Neville’u Chamberlainie. Że historia oceniła go niesłusznie. Że to bardzo twardy człowiek, który wiele poświęcił dla kraju, i który nie pozwoliłby już Hitlerowi na nic więcej.
******) Choć znałem historię, to miałem ochotę podpowiadać od czasu do czasu Churchillowi: „Powiedz im, że masz doświadczenia z Gallipoli, że inwazja to wcale nie jest taka prosta sprawa”; albo „bruździ ci Halifax — zmień go!” Ale zrobić nie można…

Proporcja

Zamieszczone 24 lutego 2018 - autor: pak4
Kategorie: Bez kategorii

Poza linią frontu brytyjscy oficerowie i podoficerowie w Królewskim Korpusie Saperów dowodzili 150 kompaniami (45 000) włoskich saperów oraz 223 000 Włochów wykonujących prace budowlane, podkreślając tym samym fakt, iż dla każdego alianckiego żołnierza na froncie Cassino przypadało 15-20 osób zatrudnionych w pewnym zakresie dla utrzymania go na tym froncie.

Peter Caddick-Adams, Monte Cassino. Piekło dziesięciu armii, tłum. Mirosław Bielewicz, Znak, 2014

Naród to My!

Zamieszczone 28 stycznia 2018 - autor: pak4
Kategorie: Bez kategorii

Przypomnijmy sobie, jak turecki prezydent Recep Tayyip Erdoğan na kongresie partii zwrócił się do swoich licznych krytyków w kraju: „Naród to my. A wy kim jesteście?” Wiedział oczywiście, że jego przeciwnicy również są Turkami. Roszczenie do wyłącznej reprezentacji nie ma charakteru empirycznego, lecz wyraźnie moralny. Ubiegając się o stanowiska, populiści ukazują swych politycznych konkurentów jako niemoralną, skorumpowaną elitę; kiedy zaś rządzą, odmawiają uznania jakiejkolwiek opozycji za prawomocną. Logika populistyczna zakłada, że ktokolwiek nie chce popierać populistycznej partii, nie może być częścią narodu we właściwym sensie — zawsze definiowanego jako prawy i moralnie czysty. Najprościej mówiąc, populiści nie głoszą: „99 procent to my”. Sugerują raczej, że „my to 100 procent”.

Ten rachunek dla populistów zawsze się zgadza, odkąd wszelkie odstępstwa mogą zostać uznane za niemoralne i tym samym wyłączone poza obręb własnego narodu. W ten sposób populizm jest zawsze formą polityki tożsamości (choć nie wszystkie warianty polityki tożsamości są populistyczne).

Jan-Werner Müller, Co to jest populizm?, tłum. Michał Sutowski, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2017

Harari raz jeszcze…

Zamieszczone 8 grudnia 2017 - autor: pak4
Kategorie: Bez kategorii

Kultura stara się argumentować, że zakazuje jedynie tego, co jest nienaturalne. Ale z biologicznej perspektywy nic nie jest nienaturalne. Cokolwiek jest możliwe, z definicji jest także naturalne. Prawdziwie nienaturalne zachowanie, takie które łamałoby prawa natury, zwyczajnie nie może istnieć, a więc i nie potrzebuje zakazów. Żadna kultura nie zadbała o to, by zakazać mężczyznom fotosyntezy, kobietom biegania z prędkością większą od prędkości światła, albo zmiany ładunku elektronów, w celu stania się atrakcyjniejszymi.


Oryginał:

Culture tends to argue that it forbids only that which is unnatural. But from a biological perspective, nothing is unnatural. Whatever is possible is by definition also natural. A truly unnatural behaviour, one that goes against the laws of nature, simply cannot exist, so it would need no prohibition. No culture has ever bothered to forbid men to photosynthesise, women to run faster than the speed of light, or negatively charge electrons to be attracted to each other.

Yuval Noah Harari, Sapiens: A Brief History of Humankind, Random House, 2015


Uwaga:

Doczytę (w wikipedii), że Yuval Noah Harari żyje w małżeńskim związku homoseksualnym, wyraźnie więc zarzut „nienaturalności” jest czymś, co dotyka go osobiście. Ale przecież nie tylko o to może chodzić, a trudno mi nie zgodzić się z jego argumentacją — organizmy rozpychają się w swoim środowisku, wszystkimi środkami, jakimi dysponują. Tak więc narządy nabierają nowych znaczeń i sensów. Zresztą… piszę to rękami, czyli przednimi kończynami, czymś co nie służyło w oryginale do wyrażania myśli, a do zrywania owoców, chodzenia, czy (jeszcze wcześniej cofając się w ewolucji) — pływania. (Sam Harari przywołuje przykład ust: jama gębowa powstała do przyjmowania pokarmu, a nie mówienia, całowania, czy wyrywania zawleczek od granatów.)

Harari podsumowuje te rozważania stwierdzeniem: natura pozwala, kultura zabrania. Nie zabrania on zabraniać kulturze, ale zabrania powoływania się przy tych zakazach na naturę.

Potrzeba wakacji zagranicznych

Zamieszczone 8 listopada 2017 - autor: pak4
Kategorie: Bez kategorii

Nawet to, co ludzie uważają za swoje osobiste pragnienia jest zaprogramowane przez wyobrażony porządek. Spójrzmy, na przykład, na popularne pragnienie by wybrać się na zagraniczne wakacje. Nie ma w tym niczego naturalnego, czy oczywistego. Szympans alfa nigdy nie użyłby swojej siły, aby wybrać się na wakacje na terytorium sąsiedniego stada szympansów. Elita starożytnego Egiptu wydawała swoje fortuny na budowanie piramid, w których miała spocząć w postaci mumii, ale nikt nie myślał o wybraniu się na zakupy do Babilonu albo na narty do Fenicji. Dzisiaj ludzie wydają dużo pieniędzy na zagraniczne wakacje, gdyż są szczerymi wyznawcami romantycznego konsumeryzmu.

Even what people take to be their most personal desires are usually programmed by the imagined order. Let’s consider, for example, the popular desire to take a holiday abroad. There is nothing natural or obvious about this. A chimpanzee alpha male would never thing of using his power in order to go on holiday into the territory of a neighbouring chimpanzee band. The elite of ancient Egypt spent their fortunes building pyramides and having their corpses mummified, but none of them thought of going shopping in Babylon or taking a skiing holiday in Phoenicia. People today spent a great deal of money on holidays abroad because they are true believers in the myths of romantic consumerism.

Yuval Noah Harari, Sapiens: A Brief History of Humankind, Random House, 2015

Tłumaczenie powyżej moje.

Z kim ta wojna?

Zamieszczone 19 października 2017 - autor: pak4
Kategorie: Bez kategorii

Pewien angielski podróżnik wspomniał reakcję, jakiej był świadkiem w stanicy kozackiej w Ałtaju (Semipałatyńsku), gdy „błękitna flaga” wciągnięta na maszt przez przybyłego tam konnego posłańca oraz hałas ryczących na alarm trąb przyniosły wiadomość o mobilizacji. Car tak kazał i Kozacy, z ich wyjątkowym powołaniem do służby wojskowej oraz tradycją, „palili się do walki z wrogiem”. Ale k t o był tym wrogiem? Nikt tego nie wiedział. Telegram informujący o mobilizacji nie zawierał żadnych szczegółów. Zaczęły się mnożyć plotki. Początkowo wszyscy sądzili, że wojna musi być z Chinami — „Rosja posunęła się za daleko w głąb Mongolii i Chiny wypowiedziały wojnę”. Później zaczęła krążyć inna pogłoska : „To Anglia, z Anglią”. Ten pogląd przeważał przez pewien czas.

Dopiero po czterech dnia coś jakby na kształt prawdy dotarło do nas i wtedy nikt w nią nie uwierzył.

Christopher Clark, Lunatycy. Jak Europa poszła na wojnę w roku 1914, tłum. Malwina Fideorek i Tomasz Fiedorek, Dialog, 2017; a cytowany jest S. Graham, Russia and the World, New York, 1915