Właśnie dostałem mejla od kolegi, którym wstrząsnęły wiadomości podawane w telewizji, konkretnie stwierdzenie, że gliwicka firma I3D, która zdobyła kontrakt na wizualizację wnętrz Boeninga 787 posiada jedyny w Polsce projektor 3D.
Sukces firmy oczywiście się chwali, ale stwierdzenie, że posiada ona jedyny w Polsce projektor 3D jest, delikatnie mówiąc, nieścisłe — widziałem przynajmniej trzy inne (jak najbardziej w Polsce, więcej — w tych samych Gliwicach i choć mam powody sądzić, że Gliwice są tu ponad średnią krajową, to jednak spodziewałbym się przynajmniej paru innych w największych polskich centrach naukowo-uniwersyteckich) — i to nie licząc kin IMAX 3D. Jeden znajduje się w moim miejscu pracy.
Ale blog ma być “popularnonaukowy”, więc nie mogę ograniczyć się do marudzenia na niekompetencję dziennikarzy telewizyjnych — powinienem powiedzieć jak to działa.
Otóż może to działać na kilka sposobów. Zasadniczo potrzebujemy okularów — istnieją co prawda metody wizualizacji 3D bez okularów (wydruk lentykularny, znany z ‘pocztówek 3D’; czy monitory trójwymiarowe*) mają one jednak swoje ograniczenia (odpowiednio: statyczność prezentacji oraz ograniczony obszar, z którego możemy widzieć przestrzennie).
Sposób z okularami wszyscy znają — idea jest ta sama, co w obrazkach trójwymiarowych dla dzieci — mamy dwa nałożone na siebie obrazy, z których każdy przypisano do jednego oka. Zadaniem okularów (dobranych do techniki druku) jest odfiltrowanie dla właściwego oka odpowiedniego obrazu.
I tu pojawia się kilka możliwości.
Po pierwsze, można podzielić obrazy kolorami, to jednak się odbija na jakości barw. (Choć opracowano już metodę tak dzielącą spektra barwne, by ludzkie oko nie odczuwało straty.)
Po drugie, można zastosować obrazy o różnej polaryzacji światła. Rozwiązanie to jest bardzo eleganckie — obrazy są spolaryzowane w kierunkach do siebie prostopadłych. Okulary posiadają filtry polaryzacyjne. Wadą jest cena — ekran, na który rzutujemy obrazy (z odpowiednio spolaryzowanych dwóch projektorów), musi zachowywać polaryzację światła odbitego. To oznacza wykorzystanie drogich materiałów do jego konstrukcji.
Wreszcie istnieje technika ‘dynamiczna’, która prezentuje oba obrazy naprzemiennie z dużą częstotliwością. Okulary są zsynchronizowane (zastosowanie ma łączność bezprzewodowa) z projektorem, odpowiednio ‘zamykając’ i ‘otwierając’ się. Tak działa system, który znam z pracy — to wbrew pozorom jedno z tańszych rozwiązań.
Czy można zrobić taki zestaw z domu? Zapewne najprościej (i najtaniej) byłoby z dwoma projektorami (podłączonymi do jednej karty) i podziałem kolorów — choć ze stratą dla jakości barw. Dwa projektory, odpowiednie nakładki na soczewki (separujące), okulary — jest to wydatek spory, ale i Polacy się bogacą, a elementy składowe tanieją — sądzę, że niejednego na to stać. I zawsze można liczyć na to, że dla dziennikarzy wciąż będzie to ‘jedyny system w Polsce’.
—
*) Technika druku lentykularnego polega na naniesieniu folii lentykularnej (soczewkowej) na odpowiednio przygotowany wydruk. Wstępnie należy więc przygotować serię obrazów płaskich odpowiadających różnym punktom widokowym (robiąc fotografię, bądź odpowiednią wizualizację, na przykład w 3DMaksie), następnie podzieić je na pasma i ułożyć, tak by pasma odpowiadały ułożeniu soczewek folii. Brzmi to w sposób skomplikowany, ale jest osiągalne nawet w domowych warunkach (pod warunkiem zakupu folii i odpowiedniego programu) — po dobraniu wielkości pasem do rodzaju folii i drukarki, wystarczy trwale nałożyć folie (dopasować można ruchem ręki).

Monitory trójwymiarowe działają podobnie, choć obrazy są tylko dwa, a obraz de facto wyświetlany pod dwoma różnymi kątami (także z podziałem na pasma). Technologia ta także tanieje, ale trzeba siedzieć sztywno przed monitorem by dobrze (przestrzennie) widzieć.